piątek, 15 kwietnia 2016

Chesterton o potędze gotyku


Jaka dusza kryje się w katedralnych kamieniach? (…) Co w nich jest takiego, co koi i przenika dreszczem człowieka naszej krwi i kultury, a czego nie ma w egipskich piramidach, ani w hinduskich świątyniach, ani w chińskich pagodach? (…) Otóż, po pierwsze, gotyk żyje, a po drugie – jest w marszu. To Kościół Wojujący; to jedyna walcząca architektura. Wszystkie jego wieże to zastygłe w spoczynku groty włóczni. Wszystkie jego kamienie – to uśpione kamienie do katapulty. Mógłbym niemal słyszeć, jak łuki sklepienia krzyżują się z metalicznym szczękiem, niczym miecze. (…) A barwne postacie świętych, maszerujących w nieskończoność na szeregach przepysznych okien, mogłyby nieść swe aureole jak pochodnie przez mroczne lądy i dalekie morza.

- G. K. Chesterton, Idee Ewangelii, Szczecinek 2003, s. 82.

(Na zdjęciu kościół świętej Barbary w miejscowości Kutná Hora w Republice Czeskiej)


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Warty uwagi cytat z "Robotnika" Jüngera



Żyjemy w sytuacji, w której ani praca, ani posiadanie, ani majątek nie przynoszą zysków, a dochód zmniejsza się proporcjonalnie do obrotu. Świadczy o tym pogarszanie się sytuacji życiowej robotnika, coraz szybsze rozpraszanie się majątków, nietrwałość własności, zwłaszcza własności ziemskiej, wreszcie nietrwałość środków produkcji. Produkcja nie wykazuje stabilności, toteż niepodobna jej zaplanować na dłuższy okres. Wszelki zysk pochłania wciąż powracająca konieczność większego przyspieszenia. Nieograniczona konkurencja obciąża bez różnicy producenta i konsumenta – jako przykład podajmy reklamę, która rozwinęła się w coś na kształt fajerwerku, pochłaniającego ogromne sumy, których pokrycie należy do nas wszystkich. Trzeba też wspomnieć o kompletnie nieukierunkowanym wzbudzaniu potrzeb, rosnących wygodach, bez których człowiek we własnym mniemaniu nie byłby już w stanie egzystować, a które zwiększają tylko rozmiary jego zależności i jego zobowiązań. Same te potrzeby z kolei są tyleż różnorodne, co zmienne – coraz mniej rzeczy kupuje się na całe życie. Zdaje się zanikać wszelki zmysł trwania, ucieleśniający się zwykle w posiadaniu nieruchomości, w przeciwnym wypadku trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego na zakup samochodu, trwałego zaledwie przez kilka lat, przeznacza się sumy wystarczające na wiejską posiadłość lub winnicę. Wraz z inwazją towarów, wytwarzanych na skutek gorączkowej konkurencji, mnożą się nieuchronnie kanały, którymi odsysany jest pieniądz. Ta mobilizacja pieniądza wytwarza system kredytowy obejmujący nawet grosiki. Zaistniała więc sytuacja, w której dosłownie żyje się na raty, to znaczy w których egzystencja ekonomiczna jawi się jako nieustanna spłata kredytów płacą, już z góry nimi obciążoną. Zjawisko to odzwierciedlają w ogromnej skali długi wojenne, w ramach których skomplikowane mechanizmy finansowe skrywają w istocie konfiskatę energii potencjalnej, oprocentowanie niewyobrażalnych łupów dzięki wykorzystaniu siły roboczej; a proces ten sięga w głąb prywatnych egzystencji. Należy też wspomnieć o tendencji do nadawania własności form coraz mniej zwartych i odpornych. Chodzi tu o przemianę resztek własności feudalnej we własność prywatną, o sposób, w jaki indywidualne i społeczne oszczędności zastępuje się płatnościami ubezpieczeniowymi, a przede wszystkim o rozmaite ataki na rolę złota jako symbolu wartości. Dochodzą do tego formy opodatkowania, nadające własności swego rodzaju charakter administracyjny. Tak oto po wojnie właściciel domu staje się poniekąd poborcą podatkowym na rzecz programów budowlanych. Tym atakom cząstkowym odpowiadają całościowe inwazje na ostatnie zakątki ekonomicznego bezpieczeństwa w postaci inflacji i katastrofalnych kryzysów. Sytuacja ta nie podlega żadnej ekonomicznej regulacji już choćby z tego powodu, że władają nią prawa odmienne od gospodarczych. Wstąpiliśmy w fazę, w której wydatki są większe od dochodów i w której widać bardzo wyraźnie, że technika to nie zagadnienie ekonomiczne, podobnie jak robotnika nie sposób pojmować w kategoriach gospodarczych.

- E. Jünger, “Robotnik”, 1932



niedziela, 3 stycznia 2016

Amintore Fanfani o komunizmie jako najwyższym stadium rozwoju kapitalizmu


Może to zabrzmieć jak paradoks, ale najbardziej perfekcyjne zasady ustroju kapitalistycznego zostały urzeczywistnione w systemie sowieckim, w którym wszystkie prywatne i społeczne wysiłki zostały skierowane na jeden cel: ekonomiczną racjonalizację wszystkich sfer życia. Aż do likwidacji prywatnej własności i rodziny, a także zniszczenia wszelkich ideałów religijnych, które mogłyby zagrozić takiej racjonalizacji.

Rosja przeprowadziła kapitalistyczny eksperyment społeczny do punktu krańcowego. Bolszewicy przejęli kapitalistyczny ideał ekonomicznej racjonalizacji życia, zastępując jednak jednostkę i jej egoistyczne dążenia - abstrakcyjnym kolektywem, ludzkością. Spostrzegli bowiem, że ostateczną przeszkodą na drodze racjonalizacji jest sam jej podmiot - człowiek. Ażeby tę przeszkodę usunąć, dokonali prostego zabiegu - rolę wykonawcy i beneficjenta przemian ekonomicznych przenieśli z jednostki, posługującej się państwem, jako narzędziem - na to właśnie państwo. Człowiek stał się narzędziem państwa. Z podmiotu przemian stał się przedmiotem.

Te rozważania pozwalają nam zrozumieć istotę systemu komunistycznego i odsłaniają głupotę tych, którzy widzą w komunizmie antytezę kapitalizmu, podczas gdy jest on po prostu jego ukoronowaniem - najwyższym stadium rozwoju.

-A. Fanfani, "Komunizm i kapitalizm przeciwko katolickiej koncepcji państwa", "Szczerbiec", nr 150 (2014), s. 36.


wtorek, 3 listopada 2015

Stefan Kisielewski (1911-1991) o posoborowej rewolucji


W Pałacu Prymasa była narada na temat muzyki i śpiewu w liturgii. Smutne to, bo widać, jak niszczą wszelką tradycję, i w muzyce, i w tekstach. Zniszczyli chorał gregoriański, wycofując łacinę, zniszczyli stary kościelny folklor, wprowadzili za to cukierkowe pieśni bez stylu. A znów w tekstach likwidują archaiczną polszczyznę, dając na jej miejsce język pospolity. Modernizacja Kościoła, mająca na celu jego większą powszechność, może u nas sprawić, że oddali się on od mas i tradycji, a w łaski nowych ludzi się nie wkupi.

poniedziałek, 26 października 2015

Dom Gérard Calvet (1927-2008) o początkach Christianitas


Aby Kościół mógł istnieć, nie potrzeba mu wielkich przestrzeni. Korzysta on z tak wielkiej i intensywnej mocy duchowego uświęcenia, że może w pełni się realizować już w niewielkiej substancji, na przykład w śpiącym w kołysce ochrzczonym dziecku. Był taki czas, kiedy cały Kościół był skupiony w piętnastoletniej dziewicy noszącej Słowo pod sercem. Jednak ustanowienie posad Chrześcijaństwa* wymagać będzie terytorium, rasy ludzi, zarysu organizacji społecznej, trzeba będzie, aby Bóg skierował swój wzrok na tę właśnie cząstkę ludzkości, od dawna przygotowywaną przez łaskę, przez wieki wysiłków i walki, uświęconą krwią męczenników. Potrzebna wreszcie będzie obecność Kościoła misyjnego i sakramentalnego oraz ludzi o nieustraszonej wierze, gotowych głosić Ewangelię Królestwa. Kiedy krew męczenników dostatecznie już zrosi ziemię, a strumień sakramentów nawodni kanały państwa, Chrześcjaństwo* zaczyna wypuszczać pędy i rozkwita delikatny kwiat, któremu, zaledwie rozwinie się z pąka, grozi zniszczenie. Stopniowo krzepną chrześcijańskie obyczaje, nie bez domieszki zwyczajów pogańskich. Żeby zrozumieć tę rodzącą się społeczność, która nie oswobodziła się jeszcze w pełni z pozostałości dawnych kultów: bożków, świętych źródeł, przesileń słońca, świątyń, swoich lęków, powinniśmy - nie tracąc wszelako z oczu głębi Boga - przenieść wzrok nieco bliżej ziemi, do ubogich rzeczywistości dnia powszedniego: domów, pól, codziennej pracy. Trzeba spojrzeć jeszcze niżej: na historię człowieczą zmieszaną z błotem i krwią, na splątanie natury i łaski, na ludzi z trudem podporządkowujących się przykazaniom Boga i Kościoła. Wszak nikt nie każe nam wierzyć, że wojownicy frankofońscy ochrzczeni wraz z Chlodwigiem w noc Bożego Narodzenia 496 roku powrócili do swych domów nagle przemienieni w idealnych ojców rodzin. Zadziałała jednak zasada zbieżności: czyste serca, oświecone wiarą, powołają takie instytucje, w których łaska będzie swobodnie działać. Zatem dzięki Kościołowi życie Boże łatwiej przepływa kanałami państwa doczesnego. Niebo dotyka ziemi, powoli, bardzo powoli ziemskie ojczyzny poznają swe nadprzyrodzone przeznaczanie: uczestniczymy w narodzinach świata chrześcijańskiego

- G. Calvet, "Jutro Chrześcijaństwa", tł. E Waliszewska, Poznań 2001, s. 30-31.

* Chrześcijaństwo w tym wypadku oznacza Christianitas - cywilizację zrodzoną na gruncie religii Chrystusowej.

Św. Grzegorz Wielki o roztropnym postępowaniu względem pogan


Nie burzcie pogańskich świątyń lecz je konsekrujcie; ustawiajcie w nich ołtarze i umieszczajcie relikwie. Tam, gdzie ludność ma zwyczaj składać ofiary demonowi lub swoim bożkom, gódźcie się na obchodzenie tego samego dnia uroczystości chrześcijańskich, wszelako w innej formie. Na przykład w dniu świętych męczenników każcie wiernym wznieść szałasy z gałęzi i zorganizować agapę. Zgoda na uzewnętrznienie radości pozwoli łatwiej osiągnąć radość wewnętrzną. Nie wolno od razu wyrzucać całej przeszłości z ich dzikich serc: szczytów nie zdobywa się podskakując, lecz stąpając powoli!

(cyt. za: G. Calvet, "Jutro Chrześcijaństwa", tł. E Waliszewska, Poznań 2001, s. 33).

czwartek, 24 września 2015

Opinia Księcia Jeremiego Wiśniowieckiego na temat przyczyn słabości Rzeczypospolitej


Książe poglądał ze smutkiem przez tafle karety na owe tłumy rycerstwa, żołnierzy i szlachty, na te bogactwa i przepych ubiorów myśląc, jaką by siłę można z nich utworzyć - ile wojska wystawić! Czemu to ta Rzeczpospolita, taka silna, ludna i bogata, dzielnym rycerstwem przepełniona, jest zarazem tak mdła, że sobie z jednym Chmielnickim i z dziczą tatarską poradzić nie umie? Czemu? Na krocie Chmielnickiego można by krociami odpowiedzieć, gdyby owa szlachta, owo żołnierstwo, owe bogactwa i dostatki, owe pułki i chorągwie chciały tak rzeczy publicznej służyć, jako prywacie służyły. "Cnota w Rzeczypospolitej ginie! - myślał książę. - I wielkie ciało psuć się poczyna; męstwo dawne ginie i w słodkich wczasach, nie w trudach wojennych kocha się wojsko i szlachta!"

H. Sienkiewicz, "Ogniem i mieczem", t. 2, Kraków 2015, s. 111 (rdz. 10).