piątek, 24 lipca 2015

Co robić i po co robić?

Что делать? Pytał 112. lat temu "towarzysz" Lenin. Na początku trzeciego Tysiąclecia te same pytanie zadajemy sobie my, tradycjonalistyczni narodowcy z Południa Polski. Zanim odpowiem na pytanie „co robić?”, postaram się napisać parę słów o tym, po co to wszystko „robić”.

Przyszło nam żyć w dziwnym świecie. Z jednej strony totalnie zdegenerowanym i zniszczonym przez ogrom rewolucji (przede wszystkim: r. nominalistyczną, protestancką, francuską, bolszewicką, seksualną, genderową) z drugiej pełnym ludzi, nadal myślących w „starym”, zdrowym stylu. Faktem jest istnienie mrocznych sił próbujących wyplenić ostatnie resztki Ładu w świecie i ludzkich duszach; faktem także jest, iż działanie te napotykają na silny opór. Ludzie „staroświeccy” nie chcą poddać się duchowi czasu, mimo to ten „duch” zdaje się być silniejszy od nich. Spora część naszych rodaków jest obojętna na wszelakie „spory światopoglądowe” zajmuje się różnymi wysokodochodowymi zajęciami (tzw. interesami), robieniem kariery i wiciem sobie wygodnego gniazdka „na tym łez padole”, jeszcze większa liczba Polaków ledwo wiążąc koniec z końcem, pracuje całymi dniami nierzadko na dwa etaty, a i tak nie jest w stanie nic odłożyć i zapewnić sobie solidnej bazy materialnej (choćby własnego mieszkania). Przyrost naturalny jest niski, odchodzenie od religii i narodowych tradycji staje się faktem, rozbicie więzi społecznych postępuje.

Pomimo tych faktów pragniemy innego świata, a przede wszystkim innej Polski. Chcemy żyć w kraju, w którym szanuje się własną historię, wspomina wielkie zwycięstwa (a nie tylko klęski!), pamięta o pradawnych tradycjach i zwyczajach. Chcemy państwa, które broni narodu przed różnymi wyzyskiwaczami, pozwala im rozwijać swoje talenty i uczciwie zarabiać pieniądze. Państwo, o które walczymy faworyzuje (tak, faworyzuje) rodzimych przedsiębiorców, ostrożnie zezwalając na działalność obcych podmiotów gospodarczych (szczególnie ogromnych korporacji), rozwija swój przemysł i nowoczesne technologie. Dba o obronność, zawiera mądre sojusze międzynarodowe. Potrzebujemy czystej przyrody, kwitnącego rolnictwa i zdrowej żywności. Nie ma miejsca na podziały między „Polską A” a „Polską B”; faworyzowania miast kosztem wsi, zgody na wyludnianie i upadek mniejszych miejscowości i wiosek. Pragniemy silnego, stanowczego i wpływowego Kościoła.

Wszystko, o czym wspomniałem powyżej zawiera się w trzech słowach: Tradycja – Region – Solidaryzm.

Aby urzeczywistnić te trzy słowa musimy:

- czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Kształcić się, organizować rozmaite prelekcje, spotkania, dyskusje. Pisać artykuły, książki i polemiki. Odkłamywać historię, przekazywać prawdę. Edukować, przede wszystkim młode pokolenia (od siebie samych zaczynając);

- poznawać swoje otoczenie, piękno przyrody, zabytki, a nawet własną genealogię. Musimy się „zakorzenić”, nie możemy być „nomadami” niezakotwiczonymi w swojej małej ojczyźnie. Górskie rajdy, przechadzki po okolicy, czy obozy survivalowe – tego potrzebujemy;

-organizować różne akcje w obronie likwidowanych zakładów, niszczonych przedsiębiorców, wyzyskiwanych pracowników, oszukanych najemców, niesłusznie eksmitowanych lokatorów. Musimy protestować przeciwko złym działaniom władz;

- bardzo ważne jest, abyśmy wreszcie stali się obecni w realnych strukturach władzy (samorządach, administracji itd.), nie chodzi o wchodzenie do partii i przyjmowanie demoliberalnej strategii. Musimy po prostu przejąć państwo w pełnym tego słowa znaczeniu. Warto skoncentrować się na resortach siłowych: policji i wojsku. Bez realnej obecności w służbach mundurowych nasza praca będzie bardzo utrudniona. Nie walczymy z państwem, walczymy o państwo;

-walczyć z propagowaniem różnych chorych idei. Nie możemy pozwalać na wchodzenie do szkół rozmaitych „seksedukatorów”, propagatorów genderyzmu, „tolerancji” itp. Dobre by było, aby sporo z nas stało się nauczycielami i propagowało prawą wizję świata wśród młodego pokolenia;

- nie możemy pozwolić na uczynienie z Polski multikulturowego „raju” w styli zachodnim. Nie chodzi o to, żeby w jakikolwiek sposób prześladować obecnych już u nas emigrantów, bądź wygłaszać peany o rzekomej wyższości rasy białej nad „brudasami”. Każda rasa i kultura ma swoją wartość. Nie oznacza to jednak, iż zupełnie inne kultury należy ze sobą mieszać. Etnopluralizm i tożsamościowość naszą drogą. Multi-kulti – stanowczo nie;

-dbać o osobiste uświęcenie – bez współpracy z łaską Bożą nic nie osiągniemy.

Naszym celem Wielka Polska Katolicka!

Paweł Korzondkowski

O kilku błędach wolnorynkowców

Obserwując różne dyskusje w temacie gospodarki na szeroko rozumianej prawicy (a więc w środowisku konserwatystów, narodowców, nacjonalistów, republikanów itd.) nie sposób nie zauważyć, że dziś bardzo trudno krytykować jakikolwiek aspekt kapitalizmu, uważając się jednocześnie za „prawicowca”. Być może trochę się w tej materii zmienia, ale jeszcze niedawno wszelkie „odchylenia” od zachwytów nad wolnym rynkiem (liberalizmem gospodarczym, kapitalizmem) natychmiast spotykały się z zarzutem propagowania socjalizmu, zaś wygłaszający te sądy byli uznawani za „lewaków”. W tym krótkim artykule pragnę zasygnalizować, iż można być zarówno człowiekiem prawicy, katolikiem jak i narodowcem, nie będąc przy tym bezkrytycznym apologetą wolnego rynku.

Faktem jest, że Kościół katolicki zawsze krytykował komunizm i socjalizm. Papież Pius XI poddał komunizm druzgocącej krytyce w swojej encyklice z 1937 roku zatytułowanej Divisi Redemptoris, kilkadziesiąt lat wcześniej Ojciec Święty Leon XIII w encyklice Rerum Novarum zauważył zgubne skutki postulatów socjalistów. Wypowiedzi i dokumenty hierarchów Kościoła piętnujące socjalizm i komunizm można by mnożyć. Faktem jest także, że Kościół opowiada się za wieloma postulatami „wolnorynkowców” takimi jak np. sprzeciw wobec zbyt dużej ingerencji państwa w gospodarkę, wolnością ludzkiej inicjatywy, itd. Nie mniej nie sposób nie zauważyć, że – przynajmniej dominujące – rozumienie wolnego rynku w niejednym aspekcie odbiega od katolickiego poglądu na gospodarkę. Poniżej ukażę te rozbieżności na czterech przykładach.

Po pierwsze: Odpowiedź na pytanie, czy gospodarką mają rządzić jedynie tzw. prawa rynku, czy też powinien istnieć nad nimi jakiś „czynnik kierowniczy”? Papież Pius XI w punkcie 88 encykliki Quadragesimo Anno zauważył:
Jak jedności społeczeństwa nie można opierać na walce klas społecznych, tak i właściwego ustroju gospodarczego nie można zostawić wolnej konkurencji. Stąd z nieskrępowania wolnej konkurencji wypłynęły, jak z zatrutego źródła, wszystkie błędy indywidualistycznej ekonomii, która w falach zapomnienia lub niewiedzy utopiwszy społeczny i moralny charakter życia gospodarczego sądziła, że władza państwowa winna mu zostawić zupełną niezależność i pełną swobodę pod pozorem, iż wolny rynek i wolna konkurencja stanowić ma rzekomo dla życia gospodarczego zasadę kierowniczą, regulująca o wiele doskonalej niż jakakolwiek świadoma ingerencja ludzka. Wolna konkurencja jednak – jakkolwiek w pewnych granicach słuszna i pożyteczna – nie może być kierowniczą zasadą życia gospodarczego i doświadczenie aż nadto potwierdziło tę prawdę, kiedy w życie wprowadzono zgubne postulaty indywidualistyczne.
Nieco dalej Ojciec Święty stwierdza, iż „zasadą kierowniczą” winna być: „sprawiedliwość społeczna” i „miłość społeczna”.

Po drugie: współcześni, polscy wolnorynkowcy ze wstrętem traktują każde wspomnienie o „sprawiedliwości społecznej”, uznając, iż coś takiego albo w ogóle w sensie ścisłym nie istnieje (tak pogląd zdaje się propagować Janusz Korwin Mikke), albo jest „lewackim” wymysłem. Jak można zauważyć w powyższym akapicie, Kościół, i to już wiele lat temu, posługiwał się tym pojęciem. Sprawiedliwość społeczna jest czymś dobrym, pożytecznym i dla prawidłowego funkcjonowania państwa koniecznym. Chcąc odpowiedzieć na pytanie czym jest sprawiedliwość społeczna można zacytować słowa wybitnego wadowickiego znawcy problematyki społecznej, księdza Jana Piwowarczyka:
przedmiotem sprawiedliwości społecznej jest prawo dobra społecznego, a podmiotem wszelki podmiot prawny od jednostki począwszy, poprzez prywatne stowarzyszenia i państwo, a na ludzkości kończąc. Do sprawiedliwości społecznej może więc apelować robotnik, gdy otrzymuje płacę zbyt niską i państwo, gdy obywatele nie płacą podatków, społeczność religijna, gdy państwo odbiera jej prawo do wolności sumienia lub wyznania, i naród, gdy drugi naród przy pomocy swego państwa nie pozwala mu na swobodny rozwój
(J. Piwowarczyk, Katolicka etyka społeczna, t. 1, Katolicki Ośrodek Wydawniczy „Veritas” w Londynie, s. 66).

Po trzecie: rozumienie własności. Nie jest prawdą, że człowiek może zrobić ze swoją własnością, co mu się tylko podoba. Nie można np. dysponując ogromnym majątkiem przechodzić obojętnie obok biedy innych ludzi. Leon XIII wyjaśnia:
Posiadanie prywatne bogactw jest prawem człowieka (…) naturalnym, a korzystanie z tego prawa, szczególnie dla człowieka żyjącego wśród społeczeństwa, jest nie tylko dozwolone, ale także konieczne. (…) Kiedy już jednak uczyniło się zadość konieczności i przyzwoitości, wówczas dobra zbyteczne obrócić należy na rzecz potrzebujących
(Rerum Novarum, 19).Tego obowiązku – co papież wyjaśnia w dalszej części encykliki – nie można egzekwować prawem, nie mniej obowiązuje on katolików w sumieniu.

Po czwarte: swoboda zawierania umów. Kwestią często podnoszoną przez wolnorynkowców jest prawo do swobodnego zawierania umów. Tak więc – zdaniem zwolenników niczym nieskrępowanej konkurencji – nawet jeśli pracownik na mocy zawartej umowy otrzymuje płacę tak niską, że nie jest w stanie się za nią utrzymać, pracodawca nie wykracza przeciwko sprawiedliwości. Jak jednak zauważa cytowany powyżej papież Leon XIII:
Chociaż więc pracownik i pracodawca wolną z sobą zawrą umowę, a w szczególności ugodzą się co do wysokości płacy, mimo to jednak ponad ich wolą zawsze pozostanie do spełniania prawo sprawiedliwości naturalnej, ważniejsze i dawniejsze od wolnej woli układających się stron, które powiada, że płaca winna pracownikowi rządnemu i uczciwemu wystarczyć na utrzymanie życia. Jeśli zatem pracownik zmuszony koniecznością, albo skłoniony strachem przed gorszym nieszczęście, przyjmuje niekorzystne dla siebie warunku, które zresztą przyjmuje tylko pod przymusem, ponieważ mu je narzuca właściciel warsztatu lub w ogóle pracodawca, wtedy dokonuje się gwałt, przeciw któremu głos podnosi sprawiedliwość
(Rerum Novarum, 34).

Podsumowując chciałbym stwierdzić, iż na pewno gospodarka Wielkiej Polski nie może opierać się na skompromitowanych pomysłach socjalistów i komunistów. Nie może także ślepo kopiować rozwiązań proponowanych przez dogmatycznych liberałów. Naszą drogą jest solidaryzm społeczny, będący w sumie jednym z wariantów wolnego rynku (choćby dlatego, że dla solidarystów własność i oddanie pola inicjatywie prywatnej także jest ważne), aczkolwiek w nie jednym punkcie wchodzący w konflikt z dogmatycznym liberalizmem gospodarczym. Zarówno kolektywizm jak i indywidualizm to błędne ideologie. W obecnych czasach nietrudno być antykomunistą. Dużo trudniej walczyć z dogmatycznym liberalizmem.

Paweł Korzondkowski

wtorek, 4 lutego 2014

Ernst Jünger - kilka cytatów

(...) w przyszłości raczej padnę samotnie z wolnymi, niż pójdę z niewolnikami w pochodzie triumfalnym
Siła idei wyraża się żądaniem ponoszenia ofiar, a nie obietnicą zapłaty
W idei narodu nie widzę nic przestarzałego, jak też w rodzinie której wartość już od czasów Oświecenia próbuje się naruszyć
Choćby drzewo było nie wiem jak stare: jest młode w każdym nowym kwitnieniu
Ani jednego głosu na jakąkolwiek partię!
Epoka humanitaryzmu to epoka, w której ludzie stali się rzadsi
Walące się ołtarze są siedliskiem demonów
Żadnych kompromisów, żadnych głosowań, żadnych koncesji

wtorek, 18 stycznia 2011

Przysięga składana przez wstępujących do Ligi Akcji Francuskiej

Francuz z urodzenia i serca, z rozumu i woli, wypełnię wszystkie obowiązki świadomego patrioty. Zaangażuję się w walkę z każdym reżimem republikańskim. Republika we Francji jest bowiem rządem cudzoziemców. Duch republikański dezorganizuje Obronę Narodową i faworyzuje wpływy religii otwarcie wrogich tradycyjnemu katolicyzmowi. Francji musi zostać zwrócony ustrój, który będzie naprawdę francuski. Nasza jedyna przyszłość jest zatem w Monarchii, uosabianej przez Jego Wysokość Księcia Orleańskiego, spadkobiercę czterdziestu królów, którzy przez tysiąc lat byli Francją. Jedynie monarchia zapewnić może ocalenie publiczne i - biorąc odpowiedzialność za porządek - zapobiec złu, rozpoznanemu przez antysemityzm i nacjonalizm. Monarchia, ktora jest organem koniecznym dobra wspólnego, przywróci autorytet, wolności, dobrobyt i honor. Przyłączam się do dzieła restauracji monarchicznej. Będę mu służyć wszystkimi dostępnymi środkami.

Więcej o Action Française: http://metapedia.konserwatyzm.pl/wiki/Action_Française

niedziela, 16 stycznia 2011

Profesora Skarżyńskiego charakterystyka konserwatystów

Konserwatyści:
1) to, co naturalne i ułomne, ale — ich zdaniem — rzeczywiste, przeciw-stawiają temu, co z pozoru może się wydawać perfekcyjne, ale w istocie jest wymyślone i sztuczne, szczególnie jako dzieło człowieka;
2) to, co wieczne i konieczne, przeciwstawiają temu, co tymczasowe i przypadkowe;
3) trwanie przeciwstawiają postępowi;
4) ład statyczny lub powoli ewoluujący przeciwstawiają chaosowi i anarchii;
5) wartości absolutne przeciwstawiają relatywizmowi;
6) autorytet przeciwstawiają woli większości i emancypacji;
7) zobowiązanie przeciwstawiają uprawnieniom;
8) zachowanie przeciwstawiają aktywizmowi i planowaniu;
9) zasadę legitymizmu przeciwstawiają zasadzie suwerenności ludu;
10) instytucje przeciwstawiają woli subiektywnej;
11) ducha narodu albo społeczności lokalnej przeciwstawiają indywidualiz-mowi;
12) całość przeciwstawiają autonomicznej części;
13) mądrość zawartą w tradycji, przesądach, doświadczeniach, a wreszcie i w pewnych tajemnicach, przeciwstawiają racjonalizmowi, wiedzy jed-nostki ludzkiej i przekonaniu o możliwości pełnego czy nawet zadowa-lającego poznania rzeczywistości;
14) to, co organiczne, przeciwstawiają temu, co zatomizowane;
15) hierarchię przeciwstawiają równości;
16) wiarę przeciwstawiają refleksji.

Z książki Konserwatyzm, Zarys Dziejów Filozofii Politycznej




Na obrazku książe Adam Jerzy Czartoryski jeden z twórców i przywódca emigracyjnego monarchistycznego i konserwatywnego stronnictwa Hôtel Lambert.

piątek, 10 grudnia 2010

Wywiad z Tomaszem Wiśniewskim (Reaktorem)

Tomasz Wiśniewski (ur. 1991) – szczecinianin, obecnie studiujący w Poznaniu na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza na kierunku historia - myśl i kultura polityczna. Fascynat monarchizmu, konserwatyzmu i nacjonalizmu – wszelkich prawicowych ruchów radykalnych i awangardowych oraz ich historii. Członek Organizacji Monarchistów Polskich, publikuje m.in. w internetowym magazynie „Młodzież Imperium”, gościł także na łamach Templum Novum i Polityki Narodowej. Fan muzyki postindustrialnej i neofolkowej, autor wielu klipów promujących „prawą” wizję świata, jeden z administratorów Forum Młodzieży Prawicowej XPortal.pl

Paweł Korzondkowski: W październiku rozpocząłeś studia w Poznaniu, jak odnajdujesz się w tym mieście i jak Ci się podoba na kierunku który wybrałeś?

Tomasz Wiśniewski: Zacznę od końca. Kierunkiem, który wybrałem jest "historia - myśl i kultura polityczna". Jak mi się wydaje, jest on wręcz stworzony dla mnie, ponieważ łączy wzajemne relacje świata idei i prób ich realizacji na przestrzeni dziejów, dotychczasowego ludzkiego "stawania się". Znajomość dziejów uważam za konieczną dla każdego człowieka uznającego się za stojącego po stronie Rzeczywistości, a więc formy świata wypracowanej czynami biorącymi za swoje źródło Boże natchnienie. W mieście jakoś się odnajduję, na pewno bliska jest mi jego pruska architektura (a pochodzę z jeszcze bardziej pruskiego Szczecina). Dodatkowo cieszę się, że przez dłuższy okres czasu mogę przebywać w historycznie polskim mieście, czego dotychczas nie doświadczałem. Odnośnie zaś otoczenia ludzkiego - generalnie gdziekolwiek bym nie był, to jest mi ono dość obce, utrzymuję od niego spory dystans, no i oczywiście mogę stwierdzić pewne różnice mentalne między moim pierwotnym a aktualnym środowiskiem.

P. K.: Z tego co wiem, masz już za sobą publikację na łamach MI oraz Templum Novum i kilku innych magazynów reprezentujących ideowy świat antysystemowej prawicy, oprócz tego piszesz wiersze. Jakie formy twórczości literackiej/publicystycznej uważasz za odpowiednie dla siebie i otoczenia, w którym działasz?

T. W.: Na swoim etapie zaangażowania czy też poziomie wyrobienia za najbardziej optymalne uważam pisanie recenzji (książek, płyt muzycznych), dopiero w dalszej kolejności bardziej naukowych artykułów. Wiąże się to z tym, że preferuję twórczość fragmentaryczną - opisywanie, zgłębianie, wyjaśnianie jakiegoś skromnego, okrojonego tematu - ponieważ z powodu niekontrolowanego przyrostu (zalewu!) informacji i produktów materialnych za niemożliwe uważam wypracowanie wielowątkowego, całościowego obrazu jakiegoś zagadnienia. Za każdym elementem takiego wykorzystania wiedzy ogólnej przychodzi kolejny, i tak dalej aż do rozmycia tematu. To jest postmodernizm. Oczywiście, moja optyka w tych aspektach musi być subiektywna, zależy od osobowych właściwości umysłu. Taką koncentrację na drobnych (w obliczu "całości" dziedzin nauki, kultury etc.) wytworach ludzkiego ducha i umysłu uważam jednak za dobrą szkołę dla własnego intelektu. A co do pisania wierszy, to stanowią one materię jeszcze bardziej osobistą, przekazują symbole zrozumiałe raczej dla nielicznych. Ze swojej strony staram się przyłożyć do ich "popularyzacji". Mógłbym też dodać coś o klipach umieszczanych na YouTube, ale o tym chyba będziemy mówić w dalszej części wywiadu.

P. K.: No właśnie, na Twoim youtub'owskim profilu można znaleźć sporo klipów. Większość z nich pod muzykę zespołów z bardzo pojemnego nurtu military/industrial/neofolk. Poruszają wiele tematów i wywołują sporo dyskusji, poczynając od Twojego pierwszego klipu z muzyką niemieckiego Von Thronstahl „Bellum, Sacrum Bellum?!” w którym starałeś się, w wersji mocno skróconej przedstawić historię kontrrewolucji. Dlaczego akurat ta forma? Czy jako konserwatysta uważasz za odpowiednie korzystanie z takich masowych przecież i niezbyt wyrafinowanych środków przekazu?

T. W.: Ha, klip o którym wspominasz jako pierwszy przeze mnie utworzony zawierał oczywiście sporą dawkę młodzieńczego idealizmu, chęci jak najszerszego przekazu, choć właściwie to i tak jego forma jest poważnie zracjonalizowana - aż dziwię się, że nie wyszło mi coś głupszego i bardziej patetycznego. No cóż, mimo że jestem konserwatystą to zostałem wychowany w ponowoczesności i innych form właściwie nie znam. Nie umiałbym namalować epickiego obrazu, stworzyć ze skały monumentalnej rzeźby czy czegoś podobnego. Wykorzystuję metody, które są mi dane, staram się udoskonalać w tym, co z otoczenia udało mi się pojąć i wykorzystać to w godnych celach. Nie obchodzę się przy tym bez żadnej refleksji co do wykorzystywanego obrazu, dźwięku czy tekstu. Tak, YT jak cały internet jest nieprzebranym syfem, potrafi utrwalić na jakiś czas zarejestrowane na filmie chwile i to w takiej liczbie, że kompletnie dezawuuje się wartość rzeczywistych dzieł, wymagających twórczego wysiłku. Szczęśliwie w tej pstrokaciźnie i nasze, hermetyczne środowiska potrafią zagospodarować jakąś niszę.

P. K.: Czy Twoim zdaniem, nie jest dziwne, że przedstawiciele polskiej młodej Prawicy integralnej, będący praktycznie w 100% tradycyjnymi katolikami opowiadającymi się za zasadą „extra Ecclesiam nulla salus”, potrafią jednocześnie tak wiele czerpać z dorobku niechrześcijańskich myślicieli takich jak np. René Guénon, Julius baron Evola, Yukio Mishima, Ananda Coomaraswamy?

T. W.: Nie, nie dziwi mnie to. Samo operowanie nazwiskami, powoływanie się na tych myślicieli etc. jeszcze nie jest straszne. Z ich idei wyzyskujemy radykalną antyświatowość, ale nie całość ich zapatrywań. Zazwyczaj jest zaznaczane przy tym, że są oni umocowani w innych nurtach myślowych. Stanowią pewne romantyczne modele z dalekich krajów, antytezę naszego aktualnego przyziemnego zagubienia. Właśnie poprzez konfrontację ich refleksji z tradycyjnym nauczaniem katolicyzmu, jego obyczajami, podaniami i figurami historycznymi dokonujemy odrzucenia chwastów z nieprawomyślnych nauk ludzi, których przytoczyłeś.
Nie do pominięcia jest przy tym dzisiejszy obraz naszych "bliższych" bohaterów, którymi wycierają sobie gęby wszyscy, od systemowych politykierów przy różnych rocznicach po twórców programów edukacyjnych reżimowego szkolnictwa. Są oni dla nas zbyt tani, skończeni, stali się tylko fasadami swoich czynów i przekonań, które to fasady są jednym z brudów zalepiających mózgi współczesnych "ludzi". Wizerunek wartościowych postaci, utrwalonych w powszechnej świadomości, można będzie zmienić tylko dysponując władzą informacyjną, kulturową.

P. K.: Problemem polskiej Prawicy są nieustanne konflikty. Choć jest ona niezbyt liczna, to i tak nadal się dzieli. Ostatnio byliśmy świadkami sporu między tzw. romantykami (Organizacja Monarchistów Polskich) a realistami (Klub Zachowawczo Monarchistyczny). Czy wg Ciebie te spory mają sens i czy jest szansa na jakiś wspólny front w walce contro il mondo moderno?

T. W.: Moim zdaniem wszystko ma sens, który objawi się w odpowiedniej chwili. Tymczasem po prostu go nie rozumiemy. Same zaś miana przypisane stronom tego konfliktu są tylko umownymi uproszczeniami i nie muszą koniecznie oznaczać tych konkretnych wizji. W tej rozgrywce "romantyzm" vs. "realizm" to tylko wyabstrahowane pojęcia. Sądzę, że za tym kryje się jednak coś więcej, jest to rzeczywiste starcie dwóch nurtów na skrajnej prawicy, ale w tak krótkim czasie nie możemy ich prawidłowo zidentyfikować. Sami aktorzy sporu są na to zbyt młodzi; kłótnia trwająca rok czy dwa może rozstrzygać o czymś w demoliberalizmie, ale nie w świecie idei. Właśnie z tych powodów nie mam ochoty mówić zbyt dużo.

P. K.: Dziękuję za rozmowę i życzę wierności w podtrzymywaniu świętego ognia Tradycji.

T. W.: Również dziękuję i pozdrawiam. Mam nadzieję, że w swoich słowach udało mi się zawrzeć obraz tego, czym się zajmuję i pobudek za tym stojących. Taka jest moja rola, etymologicznie (z j. łac.) spójna z samym jądrem znaczenia tradycjonalizmu - przekazywanie. Idei, myśli, wartości.